(Fot: Szymon Jaszczurowski, tspodbeskidzie.pl)
Zaledwie trzy dni po pełnym emocji zwycięstwie nad Świtem Szczecin, odniesionym w ostatnich minutach spotkania, “Górali” czeka wyjazd do Sosnowca na mecz z Zagłębiem. Choć spotkanie zaplanowano na środek tygodnia, około 70 kibiców Podbeskidzia wybierze się na ArcelorMittal Park, by wspierać drużynę w walce o korzystny rezultat. Ich obecność może mieć kluczowe znaczenie – nigdy bowiem na nowym stadionie dzisiejszego rywala, jak dotąd nie odnieśliśmy jeszcze zwycięstwa, dlatego liczymy, że doping kibiców pomoże przełamać klubowi tę serię.
Przed tym spotkaniem, Zagłębie Sosnowiec ma na koncie jeden punkt więcej niż TSP i plasuje się o pozycję wyżej od nas. W tym sezonie mieli oni lepsze i gorsze momenty – przez kilka kolejek znajdowali się w strefie spadkowej, by później zanotować serię czterech zwycięstw z rzędu. Owa seria miała już miejsce po zmianie na ławce trenerskiej, gdyż Marka Gołębiewskiego zastąpił Wojciech Łobodziński. Dobre nastroje i tą znakomitą passę popsuł jednak niedzielny wyjazd do Stalowej Woli, gdzie Zagłębie uległo tamtejszej Stali, przegrywając 2-0.
W drużynie czterokrotnych zdobywców Pucharu Polski kibice “Górali” na pewno będą znali Linusa Rönnberga, który jeszcze sezon temu reprezentował czerwono-biało-niebieskie barwy. Skład naszych rywali to również ciekawe połączenie rutyny i młodości — obok uznanych ekstraklasowych nazwisk, takich jak Andrzej Niewulis, Mateusz Matras czy Evgeniy Shikavka, pojawiają się perspektywiczni wychowankowie najlepszych polskich akademii: Patryk Gogół, Kacper Skóra i Dawid Szot.
W bogatej historii meczów pomiędzy Podbeskidziem, a Zagłębiem bilans wszystkich spotkań na poziomie centralnym jest tym razem na naszą niekorzyść. Ze wszystkich 15-stu starć udało nam się wygrać jedynie 2-krotnie, 8 razy padał remis, a 5 spotkań wygrali Sosnowiczanie.
Jeśli chodzi o kadrę drużyny Tomasza Pawliczaka na ten mecz, to na pewno na boisku nie zobaczymy Richarda Nagya, którego przerwa od gry potrwa około około 3-4 miesiące. Niestety po ostatnim pełnym emocji starciu ze Świtem czwarte napomnienie złapali Mateusz Kizyma i Marcin Biernat, więc oni też nie będą w stanie w dzisiejszy wieczór pomóc zespołowi.