
(Fot: Szymon Jaszczurowski, tspodbeskidzie.pl)
Nie tak początek obecnego sezonu wyobrażali sobie kibice “Górali”. Szczególnie dwa pierwsze mecze inaugurujące sezon ligowy brutalnie zweryfikowały nasze oczekiwania. W tych spotkaniach drużyna Krzysztofa Brede straciła aż dziewięć goli, zdobywając przy tym raptem trzy. Za każdym razem jednak były to bramki na “otarcie łez”, a gołym okiem można było dostrzec, że problem tkwi w złej grze defensywy. Po blamażu, jaki miał miejsce w Stalowej Woli, nastąpiła jednak wyraźna poprawa w grze obronnej zespołu i przede wszystkim w liczbie traconych bramek. Dzięki kilku zmianom personalnym i taktycznym nasza defensywa zaczęła wyglądać tak, jak przystało na zespół bijący się o awans. Pomimo urazów ważnych ogniw z poprzedniego sezonu, jak Dawid Ściuk czy Konrad Forenc, drużyna była w stanie zachować czyste konto w trzech meczach z rzędu. Od meczu ze Stalą Stalowa Wola zanotowaliśmy trzy zwycięstwa (wliczając Puchar Polski) i jeden remis. Fakty są jednak takie, że — owszem — duży progres jest, ale… tylko jeśli chodzi o naszych defensorów.
Przechodząc już do głównego tematu tego artykułu, zapewne większość kibiców pamięta plotki o możliwym powrocie do Podbeskidzia Kamila Bilińskiego. Sam trener naszej drużyny w jednym z materiałów wideo w social mediach TSP powiedział, że Kamil dzwonił do niego osobiście z propozycją powrotu na Rychlińskiego 21. Wydawałoby się więc, że powrót najlepszego strzelca w historii klubu byłby dużym wzmocnieniem dla zespołu. Inaczej uważał jednak Krzysztof Brede, który po rozmowie z prezesem Krzysztofem Sałajczykiem stwierdził, że “[…] sytuacja, w której jesteśmy i stan personalny, który posiadamy […] jest wystarczający”. Wymienił przy tym Macieja Górskiego, Lucjana Klisiewicza i Grzegorza Janusza jako wystarczającą konkurencję w ataku. Wierzył on bowiem w tych zawodników i, chcąc dać im wsparcie, nie zamierzał sprowadzać dla nich konkurenta.
Fakty są jednak takie, że liczby z tego sezonu nie bronią żadnego z wyżej wymienionych zawodników. Zarówno Maciej Górski, jak i Lucjan Klisiewicz wystąpili w każdym spotkaniu obecnego sezonu, zdobywając ledwie po jednej bramce. Warto dodać, że były to jednak trafienia, które tylko zmniejszały rozmiar porażki w Stalowej Woli. Wspomniany przez trenera w materiale wideo Grzegorz Janusz nie zagrał nawet minuty w pierwszym zespole w tym sezonie. “Brutalną” statystyką z tego sezonu jest również fakt, że przed meczem z liderem tabeli — Hutnikiem Kraków — mamy (razem z kilkoma zespołami) najmniej strzelonych goli. Chcąc się bić o awans, oczywiste jest więc, że trzeba tych bramek zdobywać jak najwięcej, a nasz zespół ma problem ze strzeleniem gola rezerwom Śląska Wrocław, ŁKS-u czy grającej w osłabieniu przez ponad pół spotkania Chojniczance.
W spotkaniach tych sytuacje do strzelenia gola były, i to nie jedna, ale mimo to żaden z naszych napastników nie był w stanie trafić do siatki. W ostatnich dwóch spotkaniach 3 punkty dla naszego zespołu zapewniali kolejno Wojciech Szumilas i Jan Majsterek, a były to gole bardziej w stylu typowym dla napastników niż pomocnika czy obrońcy. Nic więc dziwnego, że po meczu można było usłyszeć i przeczytać mnóstwo negatywnych opinii na temat naszych “dziewiątek”. Każdy, kto zna się na piłce, doskonale wie, że bramkostrzelny napastnik to skarb i pragnienie każdego zespołu. I nawet jeśli nie posiada się w kadrze kogoś, kto byłby w stanie przez cały sezon strzelić kilkanaście bramek, to dobrze jest mieć kilku dobrych zawodników do rywalizacji. Patrząc na obecną formę naszych snajperów, trudno zaprzeczyć, że taka osoba jak Kamil Biliński byłaby w stanie powalczyć z nimi o pierwszy skład i wykorzystać dobre sytuacje, jakie stworzą mu partnerzy. Z tego bowiem był on doskonale znany — potrafił w trudnych momentach dla zespołu zdobyć ważną bramkę, nie mając wcale stuprocentowej okazji. Pomimo 37 lat w poprzednim sezonie strzelił na poziomie 2. ligi 13 bramek i był jednym z najlepszych strzelców ligi. Swoim dużym doświadczeniem, decyzyjnością i charakterem byłby w stanie zdobywać bramki i punkty w ligowej tabeli dla Podbeskidzia.
Panie trenerze, Panie prezesie — “Bila” nadal szuka klubu, a jego powrót do TSP na pewno ucieszyłby kibiców i samego zainteresowanego. Taka okazja może się już więcej nie powtórzyć. Na co więc czekamy?