
(Fot: Szymon Jaszczurowski, tspodbeskidzie.pl)
Do przerwy bez goli i bez pomysłu
Podbeskidzie dobrze weszło w mecz i od pierwszych minut pokazało inicjatywę. Udało się zepchnąć Śląsk II do defensywy i kilka razy groźnie zaatakować – szczególnie w pierwszych dziesięciu minutach, kiedy były dwie stuprocentowe sytuacje, które powinny skończyć się golem. Świetnie funkcjonował pressing i rozegranie w tercji ofensywnej – piłka chodziła szybko, była jakość w podaniach.
Problemem była skuteczność – mimo dobrego wejścia i sporej liczby prób, do przerwy bramki nie padły. W miarę upływu czasu tempo mocno siadło. Gra była rwana, pełna fauli, a akcje często przerywane. Podbeskidzie miało piłkę, ale momentami brakowało pomysłu na przyspieszenie i konkretny atak. Na pewno można po tej pierwszej połowie mówić o niedosycie, bo przy tej liczbie okazji wynik powinien wyglądać inaczej.
Po przerwie nic się nie zmieniło
W drugiej połowie niestety nic się nie zmieniło – jeśli ktoś liczył na reakcję Podbeskidzia po przerwie, to się rozczarował. Zespół dalej męczył się z wykończeniem akcji, mnożyły się niedokładne podania, a cała gra wyglądała chaotycznie i bez pomysłu.
Brakowało lidera, który wziąłby grę na siebie i pociągnął drużynę. Wszystko było grane na pół gwizdka – bez zaangażowania, bez energii, bez jaj. Śląsk II wcale nie zagrał niczego wielkiego, ale był wystarczająco solidny, żeby skorzystać z niemocy gospodarzy.Podbeskidzie wyglądało, jakby samo nie wiedziało, co chce grać. Ani nie było konkretów w ataku, ani kontroli w środku pola. Ten mecz to zmarnowana okazja i spory zawód dla kibiców.
NOTY (skala 1-10):
Forenc (7), Majsterek (5), Biernat (5), Nagy (4), Kolanko (6), Urynowicz (4), Takac (6), Dziwniel (5), Zawada (6), Górski (3), Klisiewicz (4), Bujan (5), Martosz (5), Kizyma (5), Sitek (4), Bieroński (5)