
Podbeskidzie zagrało bardzo słabo przeciwko Sandecji, ale i tak nie było najsłabsze na boisku
Inauguracja nowego sezonu Betclic 2. ligi w wykonaniu Podbeskidzia wyglądała gorzej, niż spodziewał się tego ktokolwiek. Można nawet powiedzieć, że w najczarniejszych scenariuszach taka gra i przede wszystkim taki wynik nie był brany pod uwagę przez kibiców. Fakt, że Górale zagrali słabo, a kilka decyzji trenera Brede jest mocno dyskusyjnych, nie może przykryć jednak tego, że arbiter prowadzący spotkanie z Sandecją Nowy Sącz absolutnie wypaczył wynik spotkania. Zapraszamy popatrzeć na kompromitujące decyzje składu sędziowskiego.
Dla jasności przedstawimy nie tylko tzw. „stopklatki”, ale i nagrania WIDEO w zwolnionym tempie z tego meczu. Pochodzą one z transmisji TVP Sport i wykorzystane są na zasadach prawa cytatu.
Skład sędziowski z tego meczu: Karol Wójcik (arbiter główny), Radosław Wąsik, Kamil Sołtys (sędziowie asystenci), Rafał Rokosz (sędzia techniczny), Damian Picz (obserwator PZPN).
Sytuacja 1. Faul na Konradzie Forencu

Gol na 0:2. Gracz Sandecji chcąc uderzyć piłkę trafia jednocześnie w rękę Konrada Forenca. Na nagraniu z kamer TVP dokładnie widać, że bramkarz Górali zostaje po prostu kopnięty w dłoń, którą chce interweniować. Nie może to więc oznaczać niczego innego, niż faul w ataku. Doskonale już bowiem wiemy, że nawet gdy jeden z piłkarzy trafia w piłkę, ale następnie w rywala, to odgwizdywany jest faul. Arbiter jednak w tej sytuacji jest fatalnie ustawiony, z dala od akcji i uznaje zdobytego gola za prawidłowego, choć fakty są zupełnie inne.
Jednocześnie warto zauważyć, że piłka wcześniej nie przekroczyła w całości linii bramowej. Nie ma także zagrania ręką przez Jana Majsterka. Kopnięcie jest klarowne, uniemożliwia interwencję bramkarzowi, który mógłby wybić piłkę. Trudno o bardziej dobitny przykład sytuacji powtarzanej często przez sędziowskich ekspertów, że „liczy się skutek, a nie zamiar”.
Przepisy są w tej kwestii jednoznacznie brutalne:
- „Rzut wolny bezpośredni jest przyznany, jeżeli zawodnik popełnia na przeciwniku jedno z następujących przewinień, w sposób uznany przez sędziego za nieostrożny, nierozważny lub przy użyciu nadmiernej siły: […] kopie lub usiłuje kopnąć”
- „Nierozważność ma miejsce wtedy, gdy zawodnik swój atak wykonuje nie zważając na bezpieczeństwo przeciwnika lub konsekwencje takiego ataku. Zawodnik tak grający musi być ukarany napomnieniem”
Sytuacja 2. Uderzanie Daniela Dziwniela

W drugiej części meczu pełno było kontrowersyjnych decyzji arbitra. Kolejną z nich jest uderzenie łokciem lub nico wyższą częścią, przed barkiem, Daniela Dziwniela. Gdy kapitan Podbeskidzia leży po faulu na nim, a arbiter puszcza grę, zostaje on uderzony w okolice szyi lub twarzy przez rywala.
Zamach, którego dokonuje gracz gości jest tak wyraźny, że nie może być mowy o przypadku. Zadanie ciosu jest celowe i wykonane z pełną premedytacją. Spowodowane jest brakiem poszanowania rywala, frustracją i chęcią bezmyślnego, brutalnego wyrządzenia krzywdy rywalowi. Nie ma to nic wspólnego z grą fair play. Przepisy są w tej kwestii jednoznaczne i brzmią tak:
- „Zawodnik […] zostaje wykluczony z gry, jeżeli popełnia jakiekolwiek z następujących przewinień: […] zachowuje się gwałtownie, agresywnie”.
- „Zawodnik zachowuje się gwałtownie, agresywnie, gdy używa lub próbuje użyć nadmiernej siły bądź brutalności w stosunku do przeciwnika, kiedy nie walczą o piłkę”
- „Zawodnik, który nie walcząc o piłkę, celowo uderza przeciwnika lub jakąkolwiek inną osobę w głowę lub twarz, czyniąc to przy użyciu ręki lub ramienia, winny jest gwałtownego, agresywnego zachowania”
Czy więc defensor Sandecji powinien zostać wyrzucony z boiska? Absolutnie tak. Nietrudno odnieść wrażenie, że jego zachowanie absolutnie wypełnia znamiona „gwałtownego, agresywnego zachowania”. Sędzia? Pozostał kompletnie obojętny.
Sytuacja 3. Półmetrowy spalony

Spalony. Właściwie nie ma w tej kwestii nic do dodania. Z obu dostępnych powtórek jednoznacznie wynika, że ofensywny piłkarz Sandecji znalazł się na pozycji spalonej. Widać było to z wysokości trybun oraz murawy, ale arbiter boczny popełnił kardynalny błąd. Nie ma tu bowiem mowy o „centymetrowym spalonym”, tylko o pozycji, która jest jednoznacznie za linią obrony Podbeskidzia; z pół metra?
W teorii można się jeszcze spierać o to, czy był kontakt z piłką piłkarza Sandecji, który zgrywał piłkę, ale to wydaje się także bezsprzeczne. Przy zbliżeniu widać bowiem, że futbolówka odbija się od głowy/karku/pleców piłkarza gości i trafia pod nogi jego kolegi, który był na pozycji niedozwolonej. Po akcji padł gol na 0:3 dla gości.

Sytuacja 4. Faul na Marcinie Biernacie

Faul na Marcinie Biernacie w samej końcówce meczu wydaje się być tym z gatunku „miękkich”, ale świat nie takie jedenastki dyktowane widział. Trzymany jednoznacznie w okolicach bioder przez rywala obrońca TSP pada w szesnastce i spotyka się to z absolutnym brakiem reakcji arbitra. I to nawet pomimo tego, że w tym meczu poprzeczka jego skali przewinień była ogólnie na dość niskim poziomie.
Przepisy w tej kwestii dają prawo do interpretacji, ale należy raczej skłaniać się ku opcji, że prawo jest bliżej podyktowania przewinienia. Tzw. litera jest prosta:
- „Rzut wolny bezpośredni [w naszym przypadku rzut karny] jest również przyznany, jeżeli zawodnik popełnia jedno z następujących przewinień: [..] zatrzymywanie przeciwnika, przeszkadzanie w poruszaniu się przeciwnikowi, gdy dochodzi do kontaktu między zawodnikami.”
Czy w tej sytuacji mamy z tym do czynienia? Wydaje się, że tak! Obrońca Sandecji trzymając Marcina Biernata „przeszkadza w poruszaniu”. Co więcej, przepisy mówią także o tym, co w tej sytuacji dzieje się poniżej pasa, bowiem nie tylko ręce atakowały gracza Podbeskidzia, ale i nogi. Można spokojnie powiedzieć, że do upadeku Biernata przyczyniło się także podstawienie kolana pod prawą nogę. „Rzut wolny bezpośredni jest przyznany, jeżeli zawodnik popełnia na przeciwniku jedno z następujących przewinie, […] podstawia bądź próbuje podstawić nogę lub inną część ciała”.
Wstydliwy występ arbitra
A więc tak jak widać, wynik meczu Podbeskidzia z Sandecją mógłby być zupełnie inny, gdyby nie fakt, że arbiter kompletnie wypaczył wynik rywalizacji. Nie powinno być trafienia na 0:2 oraz 0:3. Powinien za to być rzut karny oraz nawet czerwona kartka dla rywala. To wszystko skłania do przerażającego stwierdzenia, że był to absolutnie hańbiący występ składu sędziowskiego w osobach: Karol Wójcik (arbiter główny), Radosław Wąsik, Kamil Sołtys (sędziowie asystenci), Rafał Rokosz (sędzia techniczny).
Jeszcze bardziej przerażające jest jednak to, że panowie najpewniej już za tydzień znów posędziują na boiskach Betclic 2. ligi – PZPN słynie przecież z braku konsekwencji wyciąganych za błędy sędziów – a to oznacza, że kolejne skandaliczne decyzje będą podejmowane. Co to ma wspólnego ze sportem? Trudno powiedzieć. W tak ważnych sytuacjach można pomylić się raz, ale nie cztery razy. Można podyktować jednego nieprawidłowego gola, ale nie dwa. Można coś przeoczyć, ale nie kilka razy. Z tego powodu warto, żeby także klub wykorzystał swoje możliwości do walki ze skandalicznym sędziowaniem w Betclic 2. lidze.
Nawet nie ma co zgłaszać tego do pzpn, nic z tym nie zrobią…