
(Fot: Szymon Jaszczurowski, tspodbeskidzie.pl)
Wysokie tempo od początku
Jeśli ktoś spóźnił się na początek tego meczu, mógł odnieść wrażenie, że ogląda sparing jednostronny, a nie ligowe starcie dwóch drużyn. Podbeskidzie od pierwszego gwizdka zdominowało rezerwy ŁKS-u Łódź, zamykając grę niemal całkowicie na połowie rywala. Bielski zespół wyglądał dziś na boisku jak dobrze naoliwiona maszyna – pressing działał wręcz podręcznikowo, a środek pola to prawdziwa zapora nie do przejścia.
Wszystko zaczęło się od mocnego uderzenia – i to dosłownie. Już w pierwszym kwadransie Lucjan Klisiewicz po zamieszaniu w polu karnym umieścił piłkę w bramce. Dwa trafienia – siódmy i ósmy gol w tym sezonie – nie tylko ustawiły wynik, ale też wprowadziły ogromny spokój w szeregi Górali. Napastnik Podbeskidzia był bezlitosny pod bramką, ale również bardzo aktywny w pressingu, co tylko podkreśla skalę dominacji gospodarzy.
Trzeciego gola dołożył Jan Majsterek, który świetnie odnalazł się w zamieszaniu w polu karnym po rzucie rożnym. Cała akcja była kwintesencją tego, jak dziś grało Podbeskidzie – agresywnie, pewnie i z niesamowitym wyczuciem tempa. Nie sposób nie docenić pracy środka pola – duet odpowiedzialny za odbiór i rozegranie funkcjonował dziś perfekcyjnie. To dzięki nim każda próba rozegrania piłki przez łodzian kończyła się albo stratą, albo desperackim wybiciem. Wszystkie piłki stykowe padały łupem Podbeskidzia, co dodatkowo pokazuje, że Podbeskidzie będzie jednym z głównych pretendentów do awansu.
Druga połowa spokojniejsza
Po przerwie tempo meczu wyraźnie spadło, a emocji było zdecydowanie mniej niż w pierwszej, bardzo jednostronnej odsłonie spotkania. Choć kibice zgromadzeni na stadionie w Bielsku-Białej nie doczekali się kolejnych bramek, obraz gry pozostał niemal bez zmian – to wciąż Podbeskidzie było stroną przeważającą i kontrolującą wydarzenia na murawie.
Górale nie forsowali już tempa tak agresywnie jak przed przerwą, ale ich przewaga w posiadaniu piłki i organizacji gry nie podlegała dyskusji. ŁKS próbował od czasu do czasu zerwać się do kontrataku, jednak większość prób kończyła się jeszcze przed linią środkową – często na dobrze ustawionym i świetnie dysponowanym tego dnia Kizymie. To właśnie on zasługuje dziś na szczególne wyróżnienie – zawodnik Podbeskidzia był niemal wszędzie, rozbijał ataki, wygrywał pojedynki i pewnie rozgrywał piłkę, dyktując tempo gry. Można śmiało powiedzieć, że to on rozdawał dziś karty w środku pola.
Łodzianie mieli kilka krótkich zrywów, ale sytuacji bramkowych – poza jednym groźnym uderzeniem z dystansu – było jak na lekarstwo. Podbeskidzie zagrało dojrzale, spokojnie i odpowiedzialnie w defensywie, nie pozwalając gościom nawet na cień nadziei.