
(Fot: Szymon Jaszczurowski, tspodbeskidzie.pl)
Pojechaliśmy na mecz, skończyliśmy na rollercoasterze!
Gdy jechaliśmy wczoraj do Krakowa na mecz z Wieczystą mijaliśmy pewien popularny park rozrywki, Energylandię w Zatorze. Wrzask, który dobiegał z pędzącego wagonika kolejki górskiej był tak ogromny, że powiedziałem do Piotra, że musieliby mi zapłacić, żebym tam usiadł. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że za jakieś dwie godziny piłkarze Podbeskidzia zapakują mnie do takiego wagonika, wsadzą na karuzelę i rozpędzą bez mojej zgody. Bo taki był właśnie mecz z Wieczystą, jak największy rollercoaster!
Samo spotkanie? Powiem tak, gdyby piłka była sprawiedliwa – a oczywiście nie jest – Podbeskidzie by ten mecz przegrało. Bo nie ma się co czarować, Wieczysta miała więcej strzałów, więcej okazji i mocniej zagrażała bramce Konrada Forenca, niż my bramce Antka Mikułki. No ale właśnie, generalnie opuściło nas coś, co przez większość tej rundy, ba tego sezonu, ba ostatnich sezonów towarzyszyło naszemu zespołowi, a mianowicie nieskuteczność. Tym razem to nie Górale potrzebowali dziesięciu strzałów na zdobycie gola, a rywale. To właściwie pierwsza tego typu sytuacja od wielu spotkań.
Chcąc być też do końca uczciwym trzeba powiedzieć, że przed starciem z Chojniczanką znów wiele pracy stoi przed trenerem Brede. Wieczysta obnażyła bowiem wszystkie nasze problemy. Lewa strona boiska, gdzie występowali często Linus Ronnberg oraz Kacper Gach przeciekała jak sito do odcedzania makaronu. Przecież to właśnie ta dwójka jest najmocniej zamieszana w utratę pierwszego gola. Idąc dalej, środek pola. Znów druga linia nie dowiozła. Ustawienie Wojciecha Szumilasa bardzo nisko, do tego postawienie na Marcina Urynowicza obok niego, a więc dwóch raczej ofensywnych graczy w środku nie mogło skończyć się inaczej, niż licznymi najazdami rywali. Po prostu brakowało defensywnego pomocnika, który wspomógłby defensywę. Poza tym Maciej Górski biegający od strony do strony, a czasem nawet schodzący do rozegrania to chyba nie do końca plan, który był najlepszym możliwym rozwiązaniem.
Wiadomo, takie kwestie po wygranej zawsze schodzą na drugi plan, ale to kolejny materiał do analizy i zmiany w kolejnym meczu, bo Chojniczanka może być już w lepszej formie i wykorzysta to, do czego ich dopuścimy. Niemniej jeden zawodnik po tym meczu zasługuje na wyróżnienie, Jan Majsterek. Chłopak zrobił to, czego sam osobiście domagałem się na naszych łamach w poprzednim tygodniu, a więc wziął się za wyprowadzanie piłki. W drugiej połowie kilka razy doskonale wprowadził się z futbolówką na połowę rywala i tym samym wprowadzał zamieszanie w szeregach Wieczystej. To było moim zdaniem najważniejsze taktyczne posunięcie trenera Brede w tym meczu. Dzięki temu zyskaliśmy bramkę i kompletnie odmieniliśmy naszą grę. Brawo!
A to co działo się po 87. minucie meczu to historia, którą każdy z kibiców w klatce, czy nas zgromadzonych na trybunie głównej, zapamięta do końca życia.