
(Fot: Szymon Jaszczurowski, tspodbeskidzie.pl)
W Wielką Sobotę Zagłębie Sosnowiec podejmowało na własnym stadionie zespół Podbeskidzia Bielsko-Biała
Trzeba przyznać, że mecz od samego początku stał na wysokim poziomie. W pierwszych minutach to jednak Górale mieli absolutnie najlepszą sytuację strzelecką, bowiem ze wzorową kontrą ruszył tercet Linus Ronnberg, Maciej Górski oraz Lucjana Klisiewicza. Problem jednak w tym, że stuprocentową sytuację zmarnował ten drugi, który uderzył prosto w bramkarza sosnowiczan w sytuacji sam na sam.
W kolejnych minutach mecz się wyrównał i obie drużyny raczej stawiły na konstruowanie ataków pozycyjnych. w 21. minucie meczu znów jednak do głosu doszli piłkarze Krzysztofa Bredego bowiem piłkę do siatki skierował Marcin Biernat po dośrodkowaniu. Sędzia jednak odgwizdał offside po dość wyraźnym spalonym. Kolejne minuty to nadal gra kontrolowana w większym wymiarze przez nasz zespół, wciąż jednak bez wyraźnych efektów bramkowych. Zagłębie właściwie ograniczało się tylko do pojedynczych akcji, które nie mogły zagrozić bramce Konrada Forenca.
Druga połowa rozpoczęła się już od przewagi zespołu z Sosnowca. Gospodarze wyszli z szatni ewidentnie pobudzeni przez Marka Saganowskiego już w 53. minucie meczu mogli wyjść na prowadzenie za sprawą Emannuela Agbora, który z kilku metrów trafił w obramowanie bramki Konrada Forenca. Kilka chwil później w 56. minucie groźnym strzałem z rzutu wolnego bramkarza rywala próbował zaskoczyć Wojciech Szumilas, ale Kacper Siuta odbił piłkę na rzut rożny.
W 60. minucie meczu pierwsze zmiany w Podbeskidziu zdecydował się przeprowadzić trener Krzysztof Brede. Na boisku pojawili się Radosław Zając oraz Daniel Dziwniel. W kolejnych minutach zacieśniała się pętla na szyi bielszczan, Zagłębie bowiem naciskało szczególnie w ostatnim kwadransie, gdy kilkukrotnie było gorąco w szesnastce Podbeskidzia. Końcówka meczu wciąż była pod kontrolą meczu, a goście ograniczali się właściwie tylko do przeszkadzania.
Szkoda niewykorzystanych sytuacji, szkoda braku skuteczności i szkoda słabej drugiej połowy. Z pewnością w tym meczu było stać Górali na więcej.
Żółte kartki: Bartosz Chęciński, Mateusz Kizyma.