
Za kilka dni poznamy ostateczne rozstrzygnięcie konkursu na fotel prezesa TS Podbeskidzie S.A. 1 grudnia nowy sternik obejmie władze i rozpocznie odbudowę klubu, ale kto to będzie i dlaczego powinien to być Michał Miąc?
Stażysta. Pracownik działu administracji. Dyrektor Zarządzający. Prokurent. Przez 12 lat Michał Miąc przeszedł praktycznie wszystkie szczeble jako pracownik TS Podbeskidzie. Pamięta awans do PKO Ekstraklasy. Pamięta spadek. I to nie jeden. Na co dzień cichy, mało rzucający się w oczy. Jaki jest na prawdę Michał Miąc?
Znam Michała parę lat. Zawsze jak pojawiałem się w budynku klubowym odwiedzając czy to Marka Sokołowskiego, Sławka Cienciałe, czy Darka Kołodzieja, trafiałem na Michała. To, że dzielił z nimi pomieszczenie to jedno. Ale zawsze gdy na niego trafiałem był zajęty. Zawsze miał pełno papierów na biurku, które ogarniał. I robił to po prostu dobrze. Sumiennie. Gdy rozmawiałem z nim nigdy nie rzucał niesprawdzonych informacji, zawsze myślał nad każdą odpowiedzią. Później, gdy już przeskoczył na stanowisko dyrektora zarządzającego spędziliśmy godziny na rozmowach jak poprawić funkcjonowanie klubu, jak wyjść z kryzysu, jacy piłkarze byliby potrzebni żeby nie powtórzyła się sytuacja z poprzedniego sezonu. I tu Michał wykazał się doskonałą wiedzą i przeglądem rynku transferowego. Mając bezpośredni wpływ na to kto będzie reprezentował nasz klub na boisku spowodował, że w Podbeskidziu nie ma kominów płacowych a najwyższą pensja (zawodnika z przeszłością ekstraklasową) to niewiele ponad 20 tysięcy złotych. Niby dużo, ale jak przypomnę sobie, że taki Marco Siverio Toro zarabiał ponad 30tys, nie mówiąc już o Kadriciach, Peroseviciach i innych „iciach” to obecne zarobki naszych „kopaczy” wydają się adekwatne do ich umiejętności. I właśnie Michał Miąc jest za to odpowiedzialny.
Kolejną niewątpliwą zaletą Michała jest znajomość lokalnego środowiska biznesowego, bo przecież to właśnie obecny prokurent był na każdym spotkaniu klubu biznesu TS Podbeskidzie. Nie jest tajemnicą poliszynela, że tylko postać byłego prezesa Krzysztofa Przeradzkiego stała na przeszkodzie w podpisaniu nowych mocnych sponsorów, którzy chcieli zainwestować w zadłużony klub.
Z moich informacji wynika, że Michał Miąc działa mocno w obecnej chwili nad ich pozyskaniem i jest duża szansa żeby klub zyskał nowych inwestorów.
Nie poruszałem jeszcze jednego – bardzo ważnego tematu: stosunki z kibicami. Michał Miąc jest gwarantem dobrej współpracy między klubem a fanatykami. Podczas ostatnich – niechlubnych dla klubu wydarzeń – to właśnie prokurent jako jedyny na obiekcie próbował zapanować nad chaosem, który powstał dzięki niekompetencji kierownika do spraw bezpieczeństwa. Jako jedyny zainteresował się zagazowanymi przez ochroniarzy kibicami, jako jedyny uspokajał gości w sektorze VIP. Nie schował się w skyboxie, nie zamknął się w pomieszczeniu klubowym – był na „pierwszej linii” uspokajając emocje spanikowanych ludzi. I takiego zachowania od prezesa klubu piłkarskiego oczekuje.
Żeby była jasność – nie umniejszam Panu Sarnowskiemu. Ale mając na uwadze, że był prezesem w Lechii Gdańsk i Górniku Zabrze – najwidoczniej coś w jego pracy nie spodobało się właścicielom, że już nim nie jest. Ja zdaje sobie sprawę, że to „tylko praca”. Tak jak trenera. Ale prezes klubu piłkarskiego to nie trener. I zmieniać kluby na takim stanowisku nie jest dobrze widziane zwłaszcza w środowisku kibicowskim. A w przeciwności do Pana Sarnowskiego – Michał Miąc jest w naszym klubie od 12 lat. I mam nadzieję, że zostanie kolejne 12. Jako prezes, który przywróci stracony blask, który sprawi, że Podbeskidzie stanie się znów klubem całego regionu.
(autor: el P.)