
(Fot: Szymon Jaszczurowski, tspodbeskidzie.pl)
Za kilka dni poznamy ostateczne rozstrzygnięcie konkursu na fotel prezesa TS Podbeskidzie S.A. 1 grudnia nowy sternik obejmie władze i rozpocznie odbudowę klubu, ale kto to będzie i dlaczego powinien to być Bartosz Sarnowski?
Nie ma cienia wątpliwości, czasy się zmieniły. W ostatnich latach i dekadach przy wyborze prezesa Podbeskidzia wielokrotnie decydowały układy, układziki, znajomości, polityczne koneksje. Tak było przecież z Bogdanem Kłysem, uwielbianym przez kibiców – i powiem szczerze, także przeze mnie. Było on jednak nominatem – w pewnym tego słowa znaczeniu – partyjnym. Gdyby nie koalicja środowiska Janusza Okrzesika i Jarosława Klimaszewskiego, Bogdana Kłysa nie byłoby na fotelu prezesa. Podobnie było także z obalonym, dzięki Bogu obalonym, Krzysztofem Przeradzkim. On też znalazł się na ciepłym stołku przy Rychlińskiego z tego powodu, że znał się z Piotrem Kucią. Nie miał kompetencji, nie miał wiedzy, nie miał niczego… poza znajomościami.
Nie ma co sięgać do wcześniejszych lat, gdy prezesami klubu zostawali bardzo różni ludzie. De facto pomimo tego, że klub istnieje już na mapie Polski prawie 30 lat, to mało kto był w stu procentach kompetentny do przejęcia jego sterów na poważnie od pierwszego dnia. Bywały tu przecież nominacje dla np. Tomasza Mikołajki czy Marka Glogazy. Każdy potrzebował czasu, doświadczenie, poznania tego z czym to się je. Do dzisiaj. Bo jak wiemy, w szranki o prezesurę stanął Bartosz Sarnowski. Powiem szczerze, nie znam jego działalności od A do Z. Oczywiście, wiem kim jest, gdzie pracował, co zrobił i jakie ma spojrzenie na piłkę, ale to zbyt mało, żeby ferować wyroki. Dlatego zasięgnąłem języka u tych, którzy są bliżej i wiedzą więcej.
Rozmawiam z jednym z ludzi, mówi mi, że Sarnowski to człowiek, który ma plan na każdą sytuacje. Jest człowiekiem kompetentnym, zaangażowanym, wiedzącym i działającym z pełną wiedzą dla dobra klubu. Inteligentny i analityczny. Ma know-how, czyli to, czego w Bielsku nie miał nikt. Do tego z niejednego pieca chleb jadł. Potrafił współpracować i co więcej – tworzyć sukcesy – w trudnych i specyficznych warunkach. W takich bowiem obraca(ł) się Górnik. Podobnie Lechia. To człowiek, który ma także pojęcie o piłce. Potrafi czytać grę. W czasie swojej pracy odwiedził i obserwował z bliska zagraniczne kluby, jak Feyenoord. To doświadczanie pomogło mu m.in. awansować z Trójkolorowymi do Ekstraklasy i walczyć w eliminacjach europejskich pucharów. Piłka więc nie jest mu obca i nie porównuje jej z klubem jeździeckim w Ochabach. Po prostu ma kompetencje.
Sarnowski także doskonale zna się z Krzysztofem Brede. Obaj spotkali się i współpracowali w Lechii Gdańsk. Jak słyszę, bardzo się cenią.
Poza tym, spójrzmy na konkurencję. Konkurencję, której nie ma. Bo jedną osobą, która jakkolwiek może próbować przeszkodzić Bartoszowi Sarnowskiemu jest Michał Miąc. Ale Michał, no właśnie. Michał to Michał. W klubie jest od lat, przeszedł wiele, widział jeszcze więcej, ale czy to aby na pewno odpowiadania osoba? Bo fajnie, że chłopak jest stąd, że pracuje w tym klubie od jedenastu, czy tam iluś lat, ale to nic nie daje. Znam ludzi, którzy całe życie biją głową w mur i są zdziwienie, że ich głowa boli. Naprawdę. Można całe życie kopać piłkę i potem w studio telewizyjnym opowiadać dyrdymały. Merytoryka, know-how? No to fakt, Michał trochę na takiej papierkowej robocie się zna, finansowo też liznął tematu, ale to chyba trochę mało. Brak mu doświadczenia w zarządzaniu spółką. JAKĄKOLWIEK spółką. Bo to jednak ważna sprawa, teoria i praktyka często się rozjeżdża.
Tak sobie również myślę, Miąc jako człowiek stąd od lat uwikłany jest w siatkę różnych powiązań. Mniejszych lub większych. Ktoś go lubi, ktoś nie. Ktoś mu coś zawdzięcza, on komuś coś zawdzięcza. Z pewnością będą próby ukierunkowywani go w jakiś kwestiach i pytanie czy on będzie miał tyle woli i siły, aby powiedzieć, że nie. Jak się zachowa, gdy będzie trzeba łączyć interesy różnych grup? Miasta, akcjonariuszy, sponsorów, kibiców? Czy postawi się Kuci? No właśnie. Sarnowski mając w bagażu doświadczenie z Zabrza i Gdańska nie trafi do gorszego miejsca pod względem kultury zarządzania. Kucia nie zrobi na nim wrażenia, skoro musiał współpracować z „Carycą” – notabene uwielbiam to określenie, ale jak słyszę, kibice na Piotra Kucię mają równie ciekawie, choć nie aż tak gustowne. Tak więc Michał to dobry pracownik, ale nie na te czasy. Z pewnością kapitalnie sprawdzi się w dotychczasowej roli dyrektora zarządzającego, ale nie prezesa.
Tych wszystkich Radkiewiczów, Sałajczyków, Panią Tymińską-Bellę to odrzucam z miejsca, bo nie ma nawet co o nich powiedzieć. Ewentualnie tylko tyle, nie ta liga, nie ta liga. Ten pierwszy, przez rok był prezesem Stomilu Olsztyn, a tak poza tym pracował w państwowych mediach. Sałajczyk? Były prezes Unii Racibórz i związany ostatnio z Wartą. Szału nie ma. Tymińska-Bella ma sporo zajęć w swoim CV, ale mało które jest konkretne, no może to, że zasiada obecnie w komisji ds. licencji klubowych PZPN.
Dlatego też liczę, że w grudniu na fotelu rozsiądzie się Bartosz Sarnowski. Jak to się mówi teraz wśród młodzieży, go Sarnowski, go!