
W barwach Podbeskidzia rozegrał ponad 100 spotkań ligowych, strzelił w nich 48 goli i jest najskuteczniejszym piłkarzem klubu na szczeblu centralnym. Kamil Biliński z perspektywy czasu ocenia swoje odejście z klubu i sezony po spadku z ekstraklasy.
36-latek rozmawiał z katowickim „Sportem”. Został zapytany o przyczyny rozstania latem 2023 roku, gdy chwilę wcześniej gotowe było porozumienie w sprawie nowego kontraktu. – Myślę, że to tajemnica osób, które podjęły tę decyzję. Do końca nie wiem, kto za tym stał i co się tak naprawdę wydarzyło. Oni mówili o mnie jak o legendzie klubu. Jakkolwiek patrzeć, jestem najlepszym strzelcem w historii Podbeskidzia, mam w nim ponad 100 występów, 3,5 roku gry, dwa lata jako kapitan z niezłymi wynikami. To rozstanie było przykre nie tylko dla mnie, ale też dla wielu ludzi w klubie. Ale nic na to nie poradzę. Dziś Podbeskidzie jest w takim miejscu, w jakim jest, gra na trzecim poziomie, a mogło być inaczej.
Co zdaniem napastnika było powodem spadku Podbeskidzia do II ligi? – Zmiany, które w nim nastąpiły, gdy ja odchodziłem, były niepotrzebne. Myślę, że było zbyt dużo zmian, a co za tym idzie, nie było stabilności. Po spadku z ekstraklasy w 2021 roku tych zmian było tak dużo, jak teraz w Zagłębiu. Przyszło chyba 18 zawodników, niewielu zostało. Nowi trenerzy, nowy model grania, nowy projekt – napastnik wspomina czas, gdy trenerami klubu był duet Piotr Jawny – Marcin Dymkowski.
Rundę jesienną Podbeskidzie kończyło w kapitalnym stylu. Przed własną publicznością rozbiło Widzew Łódź (4:0), a Biliński strzelił hat-tricka. – Jesień skończyliśmy na czwartym miejscu i był to zły moment, bo niektórzy myśleli, że już można atakować ekstraklasę. Ale to nie był dobry czas na to. Jako drużyna byliśmy ze sobą raptem pięć miesięcy. Druga runda pokazała, że apetyt niektórych ludzi w klubie był zbytnio wyostrzony. No i nie wyszło.
Nowy sezon zespół rozpoczął pod wodzą Mirosława Smyły, który został zatrudniony w końcówce rundy wiosennej, gdy po serii meczów bez wygranej zwolniony został Jawny z Dymkowskim. Smyłę szybko zastąpiono Dariuszem Żurawiem. – Kolejny sezon i kolejne zmiany. Zrobiliśmy siódme miejsce, mimo kłopotów finansowych. Po moim odejściu nastąpiła kolejna bardzo duża przemiana. To miał być sezon docelowy, a okazał się gwoździem do trumny – dodał Biliński.
(Foto: Szymon Jaszczurowski, tspodbeskidzie.pl)